top of page

Tam, gdzie wszystko się zaczyna… o naszych pierwotnych potrzebach, drogach, które wybieramy – i powrocie do siebie


Są w nas takie miejsca, do których nie dociera codzienny hałas myśli, decyzji, planów i ról, które odgrywamy. Miejsca ciche i wrażliwe, a jednocześnie niezwykle silne, bo to właśnie one – choć często niewidoczne – kierują naszymi wyborami, reakcjami i tym, jak budujemy relacje ze światem i z samymi sobą.


W tej najgłębszej warstwie nie jesteśmy skomplikowani. Każdy z nas, bez wyjątku, niesie w sobie bardzo podobne pragnienia – chcemy czuć się kochani, widziani, przytuleni, ważni, bezpieczni, chcemy mieć przestrzeń, by być sobą i jednocześnie czuć, że gdzieś naprawdę należymy. I choć życie układa się dla każdego inaczej, to na tym poziomie jesteśmy do siebie zaskakująco podobni.


Problem nigdy nie leży w tym, że czegoś potrzebujemy. Potrzeby są naturalne, są częścią bycia człowiekiem, są wręcz wyrazem życia, które chce się w nas realizować. Trudność pojawia się dopiero wtedy, kiedy te potrzeby nie zostały kiedyś zauważone, przyjęte, kiedy nie było obok nikogo, kto potrafiłby je zobaczyć i odpowiedzieć na nie w sposób, którego potrzebowaliśmy.


Bo potrzeba, która nie została zaspokojona…
nie znika.
Ona zostaje. I zaczyna szukać.

Czasami bardzo cicho, czasami bardzo intensywnie, lub w sposób, którego sami nie rozumiemy.


Wtedy właśnie rodzą się w nas mechanizmy, które przez lata nazywaliśmy problemami, trudnościami, czymś, co trzeba naprawić albo zmienić. A tak naprawdę są one próbą poradzenia sobie. Są odpowiedzią naszej psychiki na coś, co kiedyś było dla nas zbyt trudne i zbyt bolesne, w czym czuliśmy się osamotnieni i niewidziani.


Jeśli ktoś bardzo potrzebował miłości, a jej nie doświadczał – mógł nauczyć się dawać ją wszystkim wokół, zapominając o sobie, wierząc, że w ten sposób w końcu zostanie zauważony. Jeśli ktoś nie czuł się bezpiecznie – mógł zacząć kontrolować wszystko, co tylko się da, żeby już nigdy nie poczuć tego napięcia, które kiedyś było nie do udźwignięcia. Jeśli ktoś nie czuł się ważny – mógł zacząć szukać potwierdzenia swojej wartości w działaniu, osiąganiu, byciu „wystarczająco dobrym”.


I choć z zewnątrz wygląda to jak schemat, jak powtarzalny wzorzec, który nas ogranicza… to w środku zawsze jest coś bardzo ludzkiego, co woła o nasza uwagę.


Czasami próbujemy to wołanie zagłuszyć. Wchodzimy w działanie, w relacje, w uzależnienia – nie tylko od substancji, ale też od ludzi, od kontroli, od pracy, od ciągłego bycia zajętym. Uciekamy w analizę, w głowę, w tłumaczenie wszystkiego, byle tylko nie czuć. A czasami zamykamy się, wycofujemy, tworzymy wokół siebie przestrzeń, do której nikt nie ma dostępu, bo gdzieś głęboko jest przekonanie, że i tak nikt naprawdę nas nie zobaczy.


I to wszystko… ma sens.

Nie w tym znaczeniu, że jest dla nas dobre na dłuższą metę, ale w tym, że kiedyś było jedynym możliwym sposobem, by sobie poradzić.


Dlatego prawdziwa zmiana nie zaczyna się od walki z tym, co w nas trudne. Nie zaczyna się od naprawiania siebie. Bo kiedy próbujemy się „naprawić”, często wchodzimy w kolejną formę odrzucenia – tylko tym razem robimy to sami sobie.


Zmiana zaczyna się w momencie, w którym zatrzymujemy się i naprawdę zaczynamy patrzeć wgłąb siebie.

Nie z poziomu oceny, ale z poziomu ciekawości.

Nie z poziomu „co jest ze mną nie tak”, ale „co we mnie chce zostać zobaczone”.


I nagle okazuje się, że pod tym napięciem, pod kontrolą, pod wycofaniem czy nadmiernym dawaniem… jest konkretna potrzeba. Bardzo prosta. Bardzo ludzka.

I bardzo często – bardzo długo niesłyszana.


Praca z tym miejscem nie polega na tym, żeby wszystko zmienić od razu. To nie jest szybki proces. Jest powolny, uważny, czasami wymagający, ale jednocześnie niezwykle prawdziwy.


To momenty, w których zaczynasz zauważać:

  • co czuję… zanim zacznę działać,

  • czego potrzebuję… zanim zareaguję automatycznie,

  • co robię… kiedy jest mi trudno.


I z czasem zaczyna pojawiać się coś nowego. Nie dlatego, że się zmusiłaś, ale dlatego, że stworzyłaś w sobie przestrzeń na inne doświadczenie. Na postawienie granicy tam, gdzie wcześniej było dostosowanie. Na wyrażenie emocji tam, gdzie było tłumienie. Na bycie sobą tam, gdzie wcześniej była rola.


A na jeszcze głębszym poziomie zaczyna się coś, co trudno opisać słowami, ale bardzo łatwo poczuć.


Bo kiedy zaczynasz być przy sobie naprawdę… kiedy zaczynasz dawać sobie to, czego wcześniej brakowało… przestajesz szukać tego w świecie w tak desperacki sposób.


I nie dlatego, że przestajesz potrzebować ludzi.

Ale dlatego, że przestajesz wychodzić do nich z braku.

Zaczynasz wychodzić z miejsca, w którym jesteś prawdziwa i uczciwa względem siebie.

I to jest zupełnie inna jakość życia.


Bo okazuje się, że to, czego szukałaś tak długo na zewnątrz…ma swoje źródło w Tobie.

I kiedy zaczynasz do tego źródła wracać – spokojnie, krok po kroku, z czułością do siebie – zaczynasz doświadczać czegoś, co nie jest chwilową ulgą, tylko prawdziwym, wewnętrznym oparciem.


A z tego miejsca można już iść dalej, inaczej i bardziej w zgodzie ze sobą.


Własność intelektualna - Olga Bruszkowska

Komentarze


bottom of page